Zmierzch bożków

Andrzej Nowak (Gość Niedzielny)


zmierzch

Wszyscy artyści to prostytutki – śpiewał przed laty pewien artysta. A jednocześnie z wyżyn celebryckich autorytetów, na które wywindowani zostali niektórzy przedstawiciele środowisk aktorskich, teatralnych i filmowych, padały i wciąż padają pouczenia etyczne pod adresem polityki, Kościoła, społeczeństwa, które nie dorosło do tych lepszych standardów.


Reżyser, który stał się posłem, myli role. Popularny z serialu M jak miłość aktor wyznaje w swej autopromocyjnej książce: „Jestem trochę prostytutką [w oryginale książki padało mocniejsze słowo – A.N.] z natury, nie mam twardego kręgosłupa”. I szczyci się „szybkimi numerkami” z młodymi księżmi – w toalecie. Dziennikarka, która spisała jego wynurzenia, oświadcza z aprobatą: „Nic mnie nie zszokowało. Wysłuchałam historii ciekawego człowieka. To wszystko”. Ten „ciekawy człowiek” jest dziś liderem aktorskiej „opozycji moralnej” wobec niemoralnej polityki. Ze scen w Niemczech, Szwajcarii, w Polsce wygłasza z patosem odezwy piętnujące „polską hołotę” i wybrany przez nią rząd.
Czy jednak gra na scenie jest przepustką do roli sędziego, autorytetu moralnego? A tym bardziej reżyserowanie takiej gry czy też jej produkowanie, sprzedawanie, opakowanie?
Dawniej tak nie było. Artyści wynajęci przez Hamleta, księcia Danii, by wystawić sztukę „Pułapka na myszy”, wiedzieli, że są tylko aktorami, opłaconymi za to, żeby dobrze grać to, co wymyślą inni. Robili to sprawnie lub kiepsko – i zależnie od tego byli nagradzani. Zmiana przyszła wraz z ideologią oświeceniowej wojny z Kościołem i światem polityki. Kościół był wrogiem numer jeden, wolno więc było kapłanom nowej ideologii zawierać w walce z nim taktyczne sojusze z politykami – takimi jak Katarzyna Wielka, jak Robespierre. Ale nowi kapłani, tacy jak Diderot czy Wolter, chcieli ostatecznie dla siebie, dla swojej sztuki prawa, by stanąć nie tylko ponad pokonanym wreszcie Kościołem, ale również ponad politykami, ponad prawem: najpierw politycznym, a w końcu – moralnym. Chcieli stanąć ponad innymi ludźmi, jak to zwykle w tej ludzkiej opowieści bywa. Ich zdolny uczeń, Fryderyk Schiller, wyłożył w roku 1784 nowe credo sceny: „Niedoskonałość i chwiejność praw politycznych […] decyduje o moralnym wpływie sceny”. Teatr nazwał „kanałem, w który na użytek społeczny spływa światło mądrości od myślącej lepszej części narodu”. Ubolewał i wzywał do oporu: „Jesteśmy zmuszeni żyć z tymi wstecznikami i głupcami [politykami, księżmi, »gorszą częścią narodu«]. Albo ich usuniemy, albo będziemy zmuszeni ich tolerować; albo ich pogrzebiemy, albo zmuszeni będziemy się im podporządkować”. Walka trwa nadal. A bożki – idole rynku, teatru (pozwolę sobie nieprawidłowo użyć metafor Francisa Bacona) –rosną, rosną, rosną.

Ciąg dalszy w numerze 42/2017


reklama

Ogłoszenia

Szukam Pracy

  • 7/11**i Femme sérieuse avec références cherche a garder personnes âgées la nuit -...
  • 2/12*i Jeune femme Polonaise sérieuse cherche heures des ménage, repassage. Possibilité...

2 ogłoszenia

Oferty Pracy

  • R247*i Emploi a domicile 24h00/semaine. Paris 7ème - Invalides - A partir de Janvier...

1 ogłoszenie

Wynajem Mieszkania

  • 17/09***i Wynajmę pokój całkowicie umeblowany dla spokojnych osób, niepalących (jedna...
  • 1/12i Do wynajęcia studio 29 m, ogrzewanie centralne, klimatyzacja. Region 94. 8 km do...

2 ogłoszenia


Aktualizacja ogłoszeń za